11.2.14

8.2.14

post inspirowany ;)

Mama Filipa ,wspomina ...no i mi się zebrało :) 7 maja Tomasz przyszedł na świat, 7 lutego skończył 9 miesięcy. 9 miesięcy wcześniej... ach jak ja kocham maj :) za chwilę przyjdzie maj ,a z majem bzy i ta zieleń która dosłownie "wybucha " i te zapachy i ten ból i ta radość przeogromna doświadczana dwa razy . 5 maja 2010 gdy Adaś pokazał swoją śliczna buźkę , 7 maja Tomasz wydał swoj pierwszy okrzyk radości ;) I tekst pielęgniarki - : nie mogliście zrobić tych dzieci tak ,zeby rodziły się dzień po dniu ;) no ale jak droga pani ,no jak ,przecież musi być dzień przerwy ,żeby odpocząć między jedną imprezką a drugą ;) Być kobietą , co za radość :D

3.2.14

dzika kobieta

Czytam ,ukradkiem po kawałku ,czasem z premedytacją walczę o wolną chwilkę ,żeby choć na chwile zaspokoić ciekawość ... już tak mam. I zawsze tak ,mam ,ze w odpowiednim momencie w ręce wpada mi odpowiednia książka . taka odpowiedz na poszukiwania ,na pytania. Czasem wchodzę do biblioteki i szukam ,szukam i potrafię tak godzinę i dłużnej ,bo wiem ,ze gdzieś tam jest odpowiedz na moje pytania i przeraża mnie myśl, ze przeoczę gdzieś odpowiedz. Patrzę na okładki i myślę ile ciekawych historii się tam kryje i ile przeoczyłam ;) Tym razem trafiłam na "Biegnącą z wilkami" ,choć miałam ją w rękach tyle razy ,u kogoś na stoliku ,w księgarni, nawet raz w bibliotece, nigdy nie był to odpowiedni moment ,aż do teraz. Idealny moment.Jestem pod ogromnym wrażeniem a to dopiero 60 stron...,polecam ,jeśli nie dla treści, to dla pięknego języka. Czytam a pod powiekami tysiące obrazów, mam ochotę zakreślać całe strony fragmenty,czuję jak odblokowuje się moja wyobraźnia. Chyba zagości na mojej półce. INTuICJA , mam , cichy głosik , zagłuszony niestety ,a nigdy mnie nie zawiódł , wiec poszukuję jak ją odbudować ,jak pozwolić jej krzyczeć . Dziś zdałam sobie sprawę z tego ,ze intuicja ma głos mojej mamy. MOze to właśnie na tym polega, ta cała mądrość pokoleń ,zawarta w nas, próbuje dojść do głosu ,tylko odwagi jej brak ? Mam nadzieje ,ze się dowiem.Coś na pograniczu realności i mistyki ,ale piękne ;)

8.1.14

dylematy podwójnej

Padam na twarz, ostatnio dosłownie, miliard rzeczy do ogarnięcia w ciągu dnia ,miliard rzeczy ,których niestety nie widać nie słychać ,czasem można jedynie zobaczyć ich przebłyski w codzienności. Do tego pora roku która, zawsze kojarzyła mi się z książką i kocykiem ,teraz nie ma na to szans,łóżko kojarzy mi się ostatnio ze snem przerywanym kilkanaście razy płaczem ,kwękaniem itp. Spacerów mi potrzeba, aczkolwiek walka z ubieraniem dziatwy jaka muszę stoczyć przed każdym wyjściem skutecznie mnie jak i starszego z braci zniechęca;/ NO a jak to wygląda z drugiej strony..jak czytam np tu- http://filipiamama.blogspot.com/ , że jak jeszcze znajdzie któraś czas, rezygnując ,ze snu ,żeby zrobić coś co będzie widać ,coś co sprawi ,że poczuje, ze czas nie ucieka przez palce ,to ktoś stwierdzi ,ze się pewnie nudzi ...ręce opadają . Ja na tą "nudę" nie znajduje ostatnio czasu ,co mnie frustruje strasznie. Przez to wszystko pewnie jestem nie do zniesienia dla otoczenia, ale nam matkom naprawdę potrzebne jest takie twórcze działanie ,naprawdę! ta sielanka w domu z dzieckiem ,wszystko cudownie ,tylko ,ze dzieci rosną, później sobie idą w swoją stronę a my co ...oglądamy się w tył ,spakowane pudła ubranek, kilka zdjęć miłe wspomnienia i co dalej ,z czym do świata, nowe umiejętności podobno, organizacja house manager w samej osobie ,mistrz ;) tylko materialnie fizycznie co ? To coś tam wpadło na studiach i w międzyczasie,to wszystko gdzieś tam jest w głowie ,ale z czasem coraz większa warstw kurzu osiada ,mimo ,ze od czasu do czasu odkurzę ,mam wrażenie ,ze się cofam;// jakiś zły czas ..coś mnie uwiera,coś z tyłu głowy krzyczy. Z drugiej strony nie zamieniłabym tego czasu za nic, tych uśmiechów uścisków, tych kooocham cię mamooo,tych nowych umiejętności zdobywanych przez braci, tylko jak by tak rozciągnąć dobę ten czas snu wyciągnąć , żeby z niczego nie rezygnować ..ach.. takie dylematy matki podwójnej. Wiem ze teraz taka rola ,ze za chwilę wszystko się zmieni ,czasu mi trzeba czasu spokoju,balansu w tym wszystkim. pudełka "nic" do którego czasem mogłabym się udać ;)

6.1.14

chciałabym

chciałabym ,żeby to już było to...moje miejsce na ziemi,. Po raz pierwszy ,chciałbym już jakiejś stałości ,zapuszczenia korzeni, posadzenia kwiatka w doniczce,określenia mój dom. Po raz pierwszy od dawna ,zazwyczaj to nie było ważna ,ot jakiś kąt , dla nas ,jakieś miejsce nasze nie nasze ,byle byśmy byli szczęśliwi,teraz nagle przestało mi to wystarczać... mam już chyba dość przeprowadzek w swoim życiu. Każdorazowe oswajanie nowych kątów ,wbijanie gwoździ ,wieszania zasłonek ,rozpakowywania pudeł...a wiem ,ze to nie ostatni raz. Starzeję się chyba , potrzeba spokoju,płynności, codzienności ,kurcze od kiedy mi to tak potrzebne i do czego... Po raz pierwszy ciesze się ,ze jest dzień wolny a my nigdzie się nie wyruszyliśmy,ze czas sobie płynie leniwie, po raz pierwszy nie mam takiego dziwnego uczucia ,że chce dokądś  pędzić,ze gdzieś tam toczy się życie, a mnie tam nie ma. Po raz pierwszy tak na prawdę czuje się we właściwym miejscu i czasie. Dziwne uczucie,dziwne ale dobre.

3.1.14

podsumowanie 2013

Wieki mnie tu nie było, wieki ... wracam ,po raz kolejny ,wracam ,bo wydaje mi sie ,ze w głowie nie uporządkuje tak dobrze myśli jak tu ,wole je widzieć ;) Czasu ciągle tak mało ,niestety im jestem starsza tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego ,że doby w żaden sposób jednak rozciągnąć się nie da... niestety ,a czasu coraz mniej i mniej... na szczęście jestem na takim etapie życia,że nie przeczekuje już niczego, nie chce ,żeby "szybko zleciało", za nic w świecie ! nie chce ,a on i tak mnie nie słucha,gonię na próżno ...tak uciekł mi 2013 ..piękny był ,naprawdę ,tak szczęśliwy i spokojny czas. Rok pod znakiem wielkich zmian. Dwóch synów ,matko kochana ...dwójka dzieci... wspaniałych i zazwyczaj uśmiechniętych ,moich, naszych ...tak muszę przyznać trzech facetów zawładnęło moim życiem i skradło serce na amen. Jestem MAMĄ podwójna mamą ,kto by pomyślał ;) patrze na zdjęcia z poprzedniego roku ,pół roku z wielkim brzuszyskiem, drugie pól roku z Tomaszem na rękach . I tak sobie myślę ,kurcze jak łatwo było z jednym ..ale dajemy radę, wakacje śmignęły, jesień ,której bałam się, bałam się ,że przyrzuci nas szarą bura pogodą i smutkiem, minęła nie wiadomo kiedy, zmiana mieszkania, remont ,przeprowadzka, zawirowania mniejsze i większe,święta nowy rok...wszystko to minęło w mgnieniu oka. Czas się nie zatrzymał dla nas, nawet na chwile.Adaś jest wspaniałym ,mądrym chłopcem ,niejednokrotnie zadziwia mnie swoimi tekstami .Tomasz - ona naprawdę rośnie gdy śpi...dopiero był maleńką kruszyną ,teraz dwuzębnym uśmiechem czaruje świat. Ja... dużo mnie ten rok nauczył,dystansu, nieoceniania -to naprawdę niesamowita sztuka ,ale chyba najpierw trzeba znaleźć klucz dystansu do siebie,by później móc nauczyć się zdystansować do tego co robią inni...kilka wewnętrznych przewrotów, czasu ciągle brak by uporządkować myśli tak gruntownie. Dwie ważne lekcje odrobiłam ,nie martwic się na zapas ,życie i tak biegnie własnym torem...i nie oceniać ,postawieni w podobnej sytuacji dopiero rozumiemy czyny innych ... z postanowię na poprzedni rok, no cóz miałam być szczęśliwa i byłam , miałam zrobić kurs prawo jazdy  i zrobiłam -teraz tylko jakimś cudem muszę zdać egzamin, miałam przeczytać 52 książki -no cóz przeczytałam plus minus ok 40 więc jest całkiem nieźle innych obietnic nie pamiętam ;P Wic w tym roku postanawiam nadal być szczęśliwa ,nawet bardzo ,spełniać marzenia te o których nie mówię głośno również ...muszę trochę wyluzować nauczyć się od P. spokoju, nery niestety za często mnie ponoszą ,choc jest zdecydowanie lepiej niż było, i ludzi życzliwych sobie życzę i żeby energii życiowej nie zabrakło i żeby to nowe mieszkanie rozbrzmiewało śmiechem przez cały rok ! :) i nic nie musze w tym roku nic...ja tylko CHCĘ! :D

19.5.13

JUż nie "nastroje"

Od 7 maja, juz "nas czworo"... spora rodzinka 2 plus 2. Po urodzeniu Adasia nie mialam traumy wspominałam dobrze ten dzien i pamietam do dziś , siedzenie na krzeslku w oczekiwaniu na "łożko", panie ktore mnie przyjmowały ,wydaje mi sie że te same... niemiła pania doktor która i tym razem się pojawiła, ugryziona reke P. , sympatyczne panie położne i ten najpiekniejszy obrazek- jak P. trzyma adaska a on wpatruje sie w niego wielkimi czarnymi ślepkami... Balam sie jak bedzie tym razem ,bo  pierwszy poród wydałwał mi sie luksusem-chocby ta pojedyncza sala. I balam sie balam jak holera ,ze tym razem nie bedzie tak fajnie i tu zycie zaskoczyło mnie niesamowicie, nie dosc ze ta sama sala, obecnosc P. i wiekie wielkie wsparcie( tego napewno nigdy nie zapomne) to jeszcze dwie przecudowne kobiety ,które zorbily wszystko ,zeby przyjście Tomasza na świat było dla nas osobistym cudem...zaczynam od nowa wierzyć w ludzi, że sa tacy z otwartym sercem, tacy po prostu dla innych ,bezinteresownie, robią i zachowuja sie tak jak czuja nie tak jak wypada... O kochana pani F... bardzo chciałabym ,żeby dane bylo nam jeszcze kiedyś sie spotkać. :)